Temat śmierci jako kresu życia, mety śmiertelników czy momentu ostatniego tchnienia nadaje się wybitnie na robienie sobie z niego jaj.
Takie oto zdanie pada we wstępie od polskiego wydawcy. Zacieramy rączki – szykuje się uczta dla mrocznej części duszy rozmiłowanej w czarnym humorze.
Szybko okazuje się jednak, że nie przez cały czas będzie tak zabawnie. Książka ma formę zbioru anegdot, które autor zbierał przez wszystkie lata pracy w zawodzie. Niektórych sytuacji doświadczył osobiście, część zna z opowieści znajomych i współpracowników. Kilka pierwszych historii wprawia w rozbawienie. Następnie zaczynają pojawiać się inne – wzruszające, wstrząsające, przeszywająco smutne. Wszystkie interesujące i warte przeczytania.
Wspomniana już forma ma istotną zaletę – przyjemność z czytania możemy sobie dawkować. Historie możemy poznawać w dowolnych odstępach czasowych. Jest to ważne ze względu na obecny w nich nastrój i rodzaj humoru. Po kilku opowiadaniach możemy uznać, że w sumie nic nas tu nie bawi – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odłożyć lekturę na później. Nie ma bohaterów, których historię można by zapomnieć, fabuły, która z czasem rozmyłaby się, szczegółów umykających w zamieszaniu dnia codziennego.
Co jakiś czas pojawiają się krótsze od innych teksty zatytułowane “Do przemyślenia”. Niektóre traktują o samym zawodzie grabarza, inne o śmierci. Część sprawia, że mamy ochotę odłożyć książkę, usiąść i po prostu pomyśleć. Bo faktycznie. Bo nigdy na to w ten sposób nie patrzyliśmy. A to naprawdę tak jest. Potrzebujemy chwili, żeby ochłonąć. Ale wracamy do lektury, bo w sumie nas wciągnęła.
Tak czy inaczej, “Nekrosytuacje” czyta się dość szybko. Dodatkowo jest to tekst dość ubogacający. Zawód grabarza jest profesją pomijaną, zapomnianą, wyrzucaną ze świadomości społecznej. Dlaczego? To niewygodne, myśleć o tym, co się dzieje ze zmarłymi w czasie między zgonem a pochowaniem. A przecież coś musi.
Otoczenie tego zawodu aurą śmierci odbija się na samych grabarzach. Kojarzeni są z nieszczęściem i cierpieniem, stanowiących nieodłączną część ich pracy. Dlaczego tak często zapominamy, że, jak na każdego z nas, czeka na nich rodzina, dom, ukochany zwierzak i prywatne pasje?
