Od dziesięciu lat mieszkam w miejscu, w którym moim jedynym sąsiadem jest Las. Zaprzyjaźniłam się z nim, to tam chodzę, kiedy potrzebuję chwili wyciszenia.
Próbowaliście kiedyś posłuchać lasu? Zatrzymać się, zamknąć oczy? Na pewno nie będzie cicho. Gdzieś zawsze coś kapie, coś szeleści. Tak brzmi Życie.
Teraz wyobraźcie sobie, że powietrze rozrywa huk wybuchu. Jeden. Drugi. Trzeci. Kolejne. Niebo przezierające spomiędzy drzew rozświetla nienaturalny błysk. Zwierzęta zrywają się do szaleńczej ucieczki, próbując uwolnić się od dzwoniącego w uszach hałasu. Wiedzą, że to nie burza. Burza przynosi orzeźwienie. Burza jest dobra. Jedyne, co mogą zrobić, to biec przed siebie, w panice nie zwracając uwagi na przeszkody.
A przecież to tylko fajerwerki. Sylwester. Jeden dzień w roku, pięć minut radości, o których kolejne pięć minut później już nie pamiętamy. Czy warto?
Wiemy, jak zachowują się nasze psy i koty, mieszkańcy miast przyzwyczajeni do ryku silników i dźwięku klaksonów. Chowają się, uciekają, skamlą. Z wyprzedzeniem podajemy im środki uspokajające, żeby spokojnie przespały sylwestrowe imprezy.
Pomyślmy o leśnych zwierzętach, które nie mają zapewnionej opieki, które mogą poważnie ucierpieć lub nawet zginąć tylko dlatego, że chcieliśmy popatrzeć na kolorowe rozbłyski światła.
Nie strzelajmy w Sylwestra.

