Tak się cieszę, że wędrujemy tymi samymi ścieżkami!
Kto nie lubi spacerów? Podejrzewam, że znalazłoby się wiele takich osób. Powinny one zadać sobie pytanie – dlaczego nie lubię spacerów? Czy chodzi o sam proces spacerowania? A może o nudę? Poczucie bezproduktywności? Takie osoby w szczególności powinny sięgnąć po „Pieszo i beztrosko” Bonnie Smith Whitehouse.
Autorka wykłada język angielski na Uniwersytecie Belmont. Szuka sposobu na połączenie pracy z obserwacją i przeżywaniem natury. Książka jest tego maleńkim przejawem, wskazówką, jak wyrwać z pracowitego dnia chwilę dla siebie, nacieszyć się nią i skutecznie odprężyć.
Kluczem okazuje się uważność, o której od kilku lat wiele słyszymy. To właśnie ją wskazuje się jako lek na chandrę, zmęczenie i wypalenie. Umożliwia poczucie chwili i miejsca, swoich stanów emocjonalnych i duchowych, swojego ciała. Zaleca się uważne jedzenie, uważne podróże, uważne czytanie i – jak wskazuje autorka – uważne spacerowanie.
Wstęp poradnika obfituje w wyjaśnienia – dlaczego warto być uważnym, co daje spacerowanie i co to właściwie znaczy „spacerować uważnie”. Na pozostałych stronach znajdziemy liczne zadania. Możemy wykonywać je po kolei lub w kolejności losowej. Wybierać racjonalnie lub zdać się na los, otwierając książkę na dowolnej stronie. Bez względu na to, jak będziemy dobierać tematy spacerów, „Pieszo i beztrosko” pomoże w odnalezieniu siebie pośród leśnych ostępów, na wypełnionej odgłosami natury łące lub na zatłoczonej ulicy.
Co najważniejsze, pomimo swojej formy, książka nie wydaje się typowym poradnikiem, którego autor rozkazuje nam zmienić swoje życie. Wręcz przeciwnie – Bonnie Smith Whitehouse pierwsza rusza w podróż i zachęca, byśmy podążyli za nią. Nie traćmy więc tej szansy i zmieniajmy swoje życie z „Pieszo i beztrosko”.
