„Słowodzicielka” – Anna Szumacher

To był raczej ten typ, który witał z widłami – doszli do wniosku kilkadziesiąt minut później, mijając na ścieżce zwłoki mężczyzny. Co prawda trzymał kosę… no, pewnie trzymał kosę, zanim został na nią nadziany, ale liczył się fakt. Co do miłego lub niemiłego charaktery pozostałych mieszkańców sioła, również musieli zdać się wyłącznie na przypuszczenia. Wszyscy mieszkańcy legli martwi. Poza wysokim, chudym mężczyzną, który wciąż wisiał przybity sierpem do drzwi, więc lec nie mógł.

„Słowodzicielka” – ciekawy tytuł, prawda? Mnie przyciągnął. Spodziewałam się po nim powieści poważnej mistycznej, z doskonałymi herosami i poetyckimi opisami. Cóż, nie doczytałam opisu. I wiecie co? Jestem zachwycona.

W pierwszej chwili książka nie wywołuje wiele emocji. W zasadzie ciężko zrozumieć, co się właściwie dzieje. Ale spokojnie, nie tylko my mamy ten problem. Bohaterowie są z początku uosobieniem frustracji i dezorientacji. Są to postaci barwne i dynamicznie, bezustannie się zmieniają i odkrywają kolejne cechy.

Fabuła powieści opiera się na odkrywaniu przez bohaterów swojego świata, poszukiwaniu swoich celów – jednym słowem, próbują odnaleźć się w fabule. Wspólnie uznają, że lekarstwo na ich zagubienie jest tylko jedno. Postanawiają znaleźć swojego przywódcę. Przemierzają świat, stykając się z sytuacjami tak absurdalnymi, że mogą istnieć tylko w opowieści. Nie wiedzą, że prawda jest jeszcze bardziej niespodziewana.

Nie mogę nie wspomnieć o fantastycznym sposobie pisania Anny Szumacher, którego próbka zawarta jest w jakże dosadnym cytacie na początku recenzji. Jej język jest lekki, a humor, pomimo nieco czarnego zabarwienia, wysmakowany. Jednak największą rolę w powieści odegrał sam pomysł, zgrabnie wymykający się utartym schematom, delikatnie jedynie ocierający się o niektóre z nich, zapożyczając co ciekawsze motywy. Pisząc o „utartych schematach”, mam na myśli te wykorzystywane obecnie. „Słowodzicielka” wraca do motywów przedstawionych w dawnych opowieściach i bajkach. Smoki, księżniczki, rycerze – choć i to autorka przedstawia w sposób dotąd niespotykany.

Gdybym miała znaleźć jakąś wadę w powieści, powiedziałabym, że najgorszy jest moment, w którym ją przeczytałam. Przeczytałam na okładce, że to seria. Nie do końca mi to pasowało, bo czułam, że nie skończy się na pierwszym tomie, a miałam plany na kolejne książki do przeczytania. Ale stało się. Przeczytałam. I co? Zakończenie wbiło mnie w fotel. Pomyślałam, że przecież nie zostawię takiej nadgryzionej z lekka serii. I na myśleniu się skończyło. Okazało się, że jest to powieść z kwietnia ubiegłego roku, a kolejne tomy są dopiero w planach. Dlatego odradzam „Słowodzicielkę” czytelnikom niecierpliwym i nerwowym.

Chciałabym złorzeczyć na powieść, na autorkę, na wszystko, na czym świat stoi – tylko za to, że nie mogę już, teraz sięgnąć po następny tom. Ale co poradzę, nie mogę. Za bardzo urzekły mnie postacie, humor i historia.

Książka wypożyczona z Biblioteki Manhattan w Gdańsku i przeczytana w ramach wyzwania WyPożyczone od Rudym Spojrzeniem.

http://www.rudymspojrzeniem.pl/2019/12/wyzwanie-wypozyczone-2020.html

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij