Kobiety o kobietach, czyli jak postrzegamy siebie

Wiele obecnie mówi się o feminizmie i silnych, niezależnych kobietach. Po wielu stuleciach znamy swoją wartość i wiemy, że należy nam się szacunek. Do ukształtowania tych poglądów posłużyło wiele narzędzi, jednak niewiele z nich można porównać z siłą literatury.

Wejdźmy do przypadkowej księgarni i rozejrzyjmy się. Zobaczymy wiele tytułów o motywacji, poczuciu własnej wartości. Wiele z nich skierowanych jest do dzieci, a przede wszystkim do dziewczynek. Zewsząd otrzymują komunikaty – uwierz w siebie! Możesz być, kim chcesz! Jednymi z czołowych książek o tej tematyce są dwie części „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” autorstwa Eleny Favilli i Francesci Cavallo. Zapewne nie raz widzieliśmy nie tylko same okładki i doskonałe recenzje tych pozycji, ale też różne formy reklamy. Mam wrażenie, że oprócz zamierzonego efektu wydawca osiągnął także inny, przypadkowy (choć może wcale nie) efekt. Dojrzałe kobiety, do których książki te nie były skierowane, z pewnością także chętnie do nich zajrzały. A nawet jeśli się o to nie pokusiły, powiedzcie mi szczerze – czy nie czujecie ukłucia dumy, widząc, jak szerzy się idea feminizmu i wizerunek silnej kobiety sukcesu?

Wzrastającą małą kobietę prezentuje nam też Michalina Grzesiak w książce o swojej córeczce, Krysi. Zwraca uwagę na to, w jaki sposób rozwija się dziewczynka, jeśli nie narzucamy mu określonych norm i pozwalamy odkrywać świat we własnym tempie. Zdecydować, czy chce być księżniczką, chłopczycą, a może jeszcze kimś innym. Możemy w ten sposób sprawdzić, jakie kwestie są najważniejsze dla dobrego, wrażliwego człowieka, jakim jest każde dziecko. Wychowane w ten sposób dzieci wyrastają na osoby pewne siebie i swoich poglądów, zdecydowane i szczęśliwe. A my? My możemy tylko się od nich uczyć.

Żeby jednak dotrzeć do obecnego momentu, kobiety musiały przebyć długą drogę i stoczyć niezliczone boje o swą niezależność. Na początku nie posiadałyśmy żadnych praw, a nasza rola ograniczała się do sprzątania, gotowania i zajmowania się dziećmi. Sytuacja zaczęła powoli się zmieniać w XIX wieku. Ówczesna literatura doskonale odzwierciedla narodziny myśli feministycznej. Do moich ulubionych historii należą „Dziwne losy Jane Eyre” autorstwa Charlotte Brontë oraz „Duma i uprzedzenie” Jane Austen. Pierwsza pozycja może nie wydawać się oczywista – bohaterka służy w domu bogatego mężczyzny i jest od niego zależna. Solidne wykształcenie daje jej jednak możliwość pewnego wyboru oraz zabezpieczenie finansowe. Siły dowodzą też jej słynne słowa:

Ponieważ jestem biedna, nieznana, nieładna i mała, myśli pan, że i duszy we mnie nie ma ani serca? O, jak się pan myli! Mam duszę jak i pan, i takież serce! A gdyby mi Bóg był dał nieco urody i wielkie bogactwa, postarałabym się, aby panu było równie ciężko odejść ode mnie, jak mnie jest ciężko odejść od pana. Nie zwracam się teraz do pana tak, jak nakazuje zwyczaj czy konwenans światowy, nawet nie jak człowiek do człowieka, ale jak wolny duch do wolnego ducha, jak gdybyśmy, przeszedłszy przez śmierć i przez grób, stali przed Bogiem równi, bo i równi przecież jesteśmy!*

Z pozoru może się wydawać, że w porównaniu do „Dziwnych losów Jane Eyre” historia Elizabeth Bennett jest zwyczajną powieścią obyczajową. Nic dziwnego, w końcu były to ciągle czasy, kiedy kobieta warta była tylko tyle, ile wynosił jej posag. Należy jednak zwrócić uwagę na charakter głównej bohaterki i jej podejście do zamążpójścia. Mimo, że nie stanowiła cennej zdobyczy dla mężczyzny, wiedziała, że znaczy coś więcej niż garść monet. Ceniła swoją wiedzę, inteligencję i rozwagę. To z kolei sprawiło, że bez względu na wszystkie przeciwności pokochał ją Darcy. Elizabeth nie uważała go jednak za właściwego męża, przez co z początku odrzuciła jego awanse. Zdawała sobie doskonale sprawę z korzyści wynikających ze związku z tak bogatym mężczyzną. Wybrała jednak własne dobro i właśnie to dowodzi jej siły.

Kształtowanie praw kobiet kształtowało się jeszcze wiele lat. Kiedy już wydawało się, że jest dobrze, na pierwszy plan wysunęły się inne problemy i uprzedzenia. Sytuację ciemnoskórych kobiet zmagających się z dyskryminacją możemy poznać w słynnej powieści Kathryn Stockett zatytułowanej „Służące”. Zazwyczaj traktujemy rasizm jako część historii, nie zagłębiając się w cierpienie, jakie wywoływał i nadal wywołuje. Autorka tej powieści zanurza się całkowicie w odczucia kobiet służących w domach bogaczy. Kobiet, które zaniedbywały swoje dzieci, by wychować cudze. Które w zamian otrzymywały jedynie pogardę. Które postrzegane były jak brudne, ohydne stworzenia bez uczuć. Które pragnęły jedynie godnego życia i szacunku.

Niedawno ukazała się powieść Caroline Lea, prezentująca życie mieszkańców małych islandzkich wiosek w XVII wieku. Akcja toczy się na chwilę przed oficjalnym ukuciem idei feminizmu i prawdopodobnie na wiele lat przed tym, jak dotarła ona na prezentowane tereny. Główna bohaterka jest jednak kobietą rozważną, inteligentną i – jak na swoje czasy – niezwykle wykształconą. Dzięki naukom ojca ma wiedzę oraz narzędzia, by spełniać swoje marzenia i pisać sagi. Wszystko zmienia się jednak, gdy przyjmuje oświadczyny przywódcy odległej wioski. Kieruje nią miłość do matki i rozsądek. Oprócz tego Rósa przedstawiona jest jako kobieta zaradna i silna. „Kobieta ze szkła” ukazuje także kobietę jako niezastąpioną część codziennego życia. Zdegradowanie bohaterki do roli pomocy domowej jest co prawda całkowicie pozbawione feministycznego akcentu, jednak należy zwrócić uwagę na inny aspekt powieści – wytrwałość Rósy w dążeniu do celu, jej pasję oraz skrywaną pod płaszczem uległości siłę i niezależność.

A dziś? Dziś możemy być, kim chcemy. Naukowcem, lekarzem, podróżnikiem, archeologiem, mamą. Nawet wszystkim na raz, jeśli tego właśnie pragniemy. Możemy pozwolić sobie na to, o czym marzyły nasze poprzedniczki – na kierowanie się pasją. I czerpiemy z tego pełnymi garściami. Wystarczy zajrzeć na takie profile, jak Entuzjastki czy Kosmos dla Dziewczynek. Osiągamy sukcesy we wszystkich dziedzinach. Wystarczy wymienić kilka postaci – Jane Goodall, Simona Kossak, Michelle Obama, Beyonce, Hope Jahren, Urszula Zajączkowska, nie zapominając o wkraczających na scenę kobiecego świata dziewczynkach, jak Greta Thunberg. O nich i o setkach innych kobiet powstaje wiele biografii, autobiografii i powieści, które inspirują inne kobiety, by podążać za swoją pasją i osiągać sukcesy w tym, co naprawdę kochamy.

Dla wielu kobiet najważniejszą rolą w życiu jest rola matki. Mogę tu powrócić do Michaliny Grzesiak, której książka emanuje miłością do dzieci. Chciałabym jednak przywołać postać znaną często wyłącznie ze swoich osiągnięć naukowych, a mianowicie Marię Skłodowską-Curie. Niewiele osób wie, że miała ona dwie córki – Ewę i Irenę. W książce „Maria Skłodowska-Curie i jej córki” Shelley Emling przedstawia skomplikowaną momentami relację polskiej Noblistki z dziećmi. Wskazuje na problemy matki związane ze sławą i rozgłosem, trudności z oddzieleniem życia publicznego i rodzinnego. Uświadamia, jak trudno było uczonej połączyć karierę z rolą matki. Równocześnie z książki bije pewność, że dla Skłodowskiej-Curie nic nie było ważniejsze od córek.

Każda z nas jest postacią wielowymiarową. Rozwój kariery lub sława nie wyklucza szczęścia w rodzinie, a wychowanie dzieci nie każe rezygnować z dalszego rozwoju. Jesteśmy ważne i wartościowe. Zasługujemy na realizację pasji i spełnienie marzeń.

Recenzje wymienionych książek:
1. Michalina Grzesiak – „Krysia. Mała książka wielkich spraw”
2. Caroline Lea – „Kobieta ze szkła”
3. Urszula Zajączkowska – „Patyki, badyle”

*Cytat pochodzi z powieści „Dziwne losy Jane Eyre” autorstwa Charlotte Brontë.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij