Głosy.
Natarczywe, zduszone, pospieszne, chór głosów nie z tego świata, ich śpiew, ich jęk, ich płacz, ich szloch, a pośród nich znajomy szept, szept wzbierający niczym wody przypływu, ciemne i lodowate jak sama śmierć.
Na „Płacz” czekałam – jak na każdą zapowiedzianą pozycję Marty Kisiel – w niecierpliwym podekscytowaniu. Zamówiłam książkę zaraz po premierze i przeczytałam, jak tylko dostałam przesyłkę. Nie muszę chyba wspominać, że się nie zawiodłam.
Wyjątkowo zacznę od okładki, bo to ona przykuwa wzrok jako pierwsza. Ilustracja wykonana została przez Tomasza Majewskiego, któremu zawdzięczamy także okładki „Toni”, zbioru opowiadań „Pierwsze Słowo” oraz nowego wydania „Nomen omen”. Jej magnetyczne piękno nabiera dodatkowej głębi w miarę poznawania bohaterów i akcji. Okładka nie tylko wspaniale prezentuje się na półce, ale też doskonale oddaje nastrój akcji.
Nastrój ten jest z kolei perfekcyjnie zbudowany. Sprawia, że całkowicie toniemy w świecie, w którym wszystko jest możliwe i nic nie jest pewne. Seria utrzymana jest w atmosferze tajemnicy, skąpana w mroku historii. Opisy – nieprzytłaczające, a jednak pełne – pozwalają czytelnikowi zobaczyć zarówno to, co jest, jak i to, co było. Mistrzowska narracja tak doskonale przedstawia bohaterów, ich motywy i pragnienia, że razem z nimi śmiejemy się, wzruszamy, złościmy i płaczemy.
„Płacz” nie jest bynajmniej powieścią przygnębiającą czy smętną. Wbrew pozorom, w większości momentów prowokuje do śmiechu, do jakiego zmusić potrafi bardzo niewielu autorów. To śmiech szczery, głośny, przerywany sporadycznymi (bardziej lub mniej) chrumknięciami. Śmiech, od którego specjalistką jest Marta Kisiel. Jej humor jest inteligentny, wypełniony zabawnymi zbiegami okoliczności, a jeśli trzeba, ociekający ironią.
Jeśli chodzi o szczegóły – akcja „Płaczu” odbywa się – w przeciwieństwie do „Toni” – nie tylko we Wrocławiu. Wydarzenia przenoszą się do Gór Sowich. Nie wiedziałam wcześniej o istnieniu takiego miejsca, a tym bardziej nie zdawałam sobie sprawy z historii, która się z nim wiąże. Marta Kisiel przedstawia ją czytelnikom, genialnie łącząc ją ze światem, który stworzyła. Fabuła nie odbiega niczym od standardu autorki – jest wciągająca, ciekawa i doskonale dopracowana.
„Płacz” to historia o czasie; czasie, który zmienia ludzi, Czasie, który nie zawsze leczy rany, a czasem wręcz rozdziera je bezlitośnie. To kolejna książka Marty Kisiel, która zaskoczyła mnie, choć w zasadzie się tego spodziewałam. Jest świetnie dopracowana w każdym calu – począwszy od pracy wykonanej przez autorkę, a skończywszy na okładce i opracowaniu przez wydawnictwo.
