„Gdzie noc skrzy się lodem” – Lisa Lueddecke

Nie mogłam, nie chciałam pozwolić sobie na myślenie o zbliżającej się śmierci. Majaczyła w otaczających mnie cieniach, usiłowała kłapać zębiskami przy moich uszach. Odpychałam ją od siebie, powtarzając w myślach opowieści, które słyszałam jako dziecko, bajki, które opowiadali rodzice, żeby pomóc dzieciom zasnąć. To przypomniało mi, że świat jest większy niż nasza mała wioska, niż wyspa, gdzie byliśmy więźniami nieba.

„Gdzie noc skrzy się lodem” to druga powieść autorki książki „Gdzie niebo mieni się czerwienią”, osadzona w tym samym świecie. Magiczne tytuły, prawda? To samo tyczy się treści.

Mroźna kraina ogrzewana jedynie pojedynczymi ogniskami i ludzką serdecznością zamienia się w prawdziwą lodową pustynię, kiedy na niebie pojawia się czerwona łuna zwiastująca zarazę. Mieszkańcy wioski, w której żyje Janna, zaczynają spoglądać na siebie podejrzliwie, wypatrując pierwszych oznak choroby. Przyjaciele oddalają się od siebie, matki łypią nieufnie na swoje dzieci. Życiem kieruje jedynie instynkt przetrwania. Pewnego dnia Janna, od zawsze uważana za odszczepieńca, zostaje wygnana z wioski. Musi poradzić sobie z zimą, wiszącą w powietrzu zarazą i własnymi demonami. Wyrusza w podróż, by zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem.

Wędrówka Janny jest tak dosłowna, jak metaforyczna. W ciszy śnieżnego lądu wraca do niej wszystko, co stłumiła w przeszłości, odsuwając od siebie. Powieść w dużej mierze opiera się na emocjach bohaterki i jej myślach. Akcja rozgrywa się po części w jej wnętrzu. Obserwujemy przemianę Janny, postępy, które robi podczas podróży. W miarę rozwoju akcji dowiadujemy się coraz więcej o jej historii, stopniowo zapełniają się białe plamy na mapie życia bohaterki. Zakończenie jest zaskakujące i, choć tragiczne, zachwyca. Podobnie jak pierwsza książka Lisy Lueddecke, także i ta nie pozostawiła niedosytu.

„Gdzie noc skrzy się lodem” to powieść dopracowana, świetnie obmyślona, a w dodatku pięknie wydana. Błyszcząca mroźnym blaskiem okładka od razu przyciąga spojrzenie. Błękitne promienie zbiegające się przy tytule i nazwisku autorki doskonale oddają klimat opowieści. Kompozycji dopełnia zarys lasu u dołu okładki.

Pierwszą powieść Lisy Lueddecke dostałam w prezencie od siostry. Zakochałam się w przedstawionym świecie, kiedy tylko ukazała się ta powieść, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Co prawda udało mi się to dopiero niedawno, jednak jestem równie zachwycona, jak pierwszą częścią, a w dodatku kompletnie zaskoczona zakończeniem.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij