Trzymasz w rękach książkę będącą pierwszą polską książką fantasy opartą na sesjach RPG, które odbywały się w Legnickim Stowarzyszeniu Fantastyki „Gladius”.
Bohaterem wprowadzającym Cię do Księstwa Ahury jest Aris Esnaf’ar – prawie szlachcic, prawie zabity, prawie ożywiony, ale nadal z tą samą słabością do dam i wina! Towarzyszyć mu będą rycerki, smokowce, dworki i magowie, a wszystko to przy akompaniamencie wszędobylskiego rechotu żab, które przygrywają rozpoczynającej się wojnie domowej w Królestwie Górnego Hakonu.
„Obrońcy Ahury. Pasowanie” wciągnie Cię w świat, którego powstanie owiane jest mgłą tajemnicy, teraźniejszość przepływa niczym krople cierpkiego wina przez gardło portowego pijaczka, a przyszłość… przyszłość uzależniona jest od tego, na którym końcu miecza się ZNAJDUJESZ.
Chwała zwycięzcom! Niepamięć zwyciężonym!
opis z okładki

Zauważyliście pewnie, że zamiast zwyczajowego cytatu wstawiłam opis. Dlaczego? Wydaje mi się, że w ten sposób najlepiej oddam klimat powieści. „Obrońcy Ahury. Pasowanie” to literacki debiut Mateusza R.M. Rogalskiego. Książka powstała, jak mieliście okazję przeczytać wyżej, w oparciu o sesje RPG, które autor odbywał z przyjaciółmi.
Warto wspomnieć o fakcie, że egzemplarze, które trzymamy w dłoniach, powstały bez współpracy z żadnym wydawnictwem. Self-publishing wymaga ogromnego zaangażowania ze strony autora i osób, z którymi tworzy książkę. W przypadku „Obrońców Ahury” na szczególną uwagę zasługuje moim zdaniem ilustrator, Maciej „Dziarsky” Lebdowicz oraz Dominika Szewczyk, autorzy – kolejno – ilustracji i okładki. Po pierwsze – oprawa książki bardzo skutecznie przyciąga wzrok, świetnie oddając przy tym klimat powieści. Z barwami ciemniejszymi na brzegach, doskonale skupia uwagę na drużynie skupionej przy ognisku. Ilustracje wewnątrz powieści są z kolei o wiele bardziej konkretne, czarno-białe, pozbawione zbędnych ozdobników. Dzięki temu urozmaicają lekturę, nie odciągając przy tym uwagi od tekstu. Jednym słowem – wydanie na medal!
Powieść przesiąknięta jest pasją autora. Język jest prosty, zdania krótkie. Wynika to zapewne z faktu, że główny bohater prowadzący narrację jest rycerzem, człowiekiem walczącym, a więc nieurozmaicającym języka poetyckimi wstawkami. Podczas lektury odnosiłam wrażenie, że autor utożsamia się ze swoim bohaterem. Jeśli mam być szczera, bardzo dawno nie miałam takiego poczucia podczas czytania. Sądziłam, że jest to raczej sytuacja niepożądana. Nie miałam pojęcia, ile wnosi ona do odbioru tekstu!
Każdy szczegół powieści jest dopracowany. Każda postać ma własną historię, styl i osobowość. Na początku ich ilość nieco mnie przytłoczyła, przez co trudno było mi przebrnąć przez pierwszy rozdział. Na szczęście z tyłu książki znajduje się obszerny słownik postaci, w którym możemy sprawdzić każdego bohatera, który wyskoczy nam niespodziewanie pod nogi, twierdząc, że owszem, już się pojawił i powinniśmy go znać.
Jestem też pod wrażeniem opisów. Pisząc je, autor stworzył swego rodzaju mapy, które przenosimy do swojej głowy z każdym pochłanianym słowem. Po zapoznaniu się z opisem pomieszczenia możemy zatrzymać się i rozejrzeć dookoła, by obejrzeć je z najmniejszymi szczegółami. W każdym wyrazie, w każdej literze widzimy zaangażowanie uczestników sesji RPG w tworzenie przedstawianego świata.
Jedyną rzeczą, do której mogłabym się przyczepić, jest przedstawienie kobiet w niektórych momentach powieści. Nie mam na myśli tego, że ich typy pojawiające się w powieści wahają się od silnych kobiet posiadających władzę do… no cóż, rozchichotanych dwórek. Chodzi mi raczej o przedstawienie Shu, rycerki, a właściwie o jeden malutki fragmencik, który wydał mi się dość nieprawdopodobny. Mianowicie o reakcję kobiety na niezbyt subtelną aluzję do związania się jej z jednym z bohaterów, kiedy ta „spąsowiała na twarzy”. Choć to byłaby reakcja jak najbardziej naturalna, nie wydaje mi się, że kobieta spędzająca tak wiele czasu w otoczeniu mężczyzn pozwalała sobie na tego typu reakcje w tak błahych kwestiach.
Podsumowując, „Obrońcy Ahury. Pasowanie” to książka doskonała dla fanów fantastyki i RPG. Naprawdę warto ją przeczytać, jeśli lubicie takie klimaty. Ja na pewno do niej wrócę. Poza tym – żaden ze mnie znawca, ale w grę na jej podstawie mogłabym grać 😉
Na koniec ogromnie dziękuję Agnieszce oraz autorowi Mateuszowi Rogalskiemu za egzemplarz „Obrońców Ahury”. Zajrzyjcie koniecznie na ich konta na Instagramie!
