„Pamiętnik księgarza” – Shaun Bythell

Nie interesują mnie książki – oznajmił. – Ale powiem panu, co sądzę o energii jądrowej

Ach, księgarnie – ciche, spokojne przystanie dla miłośników książek. Życie księgarza – bajka? Otóż nie. Wyobrażenia o antykwarycznej utopii neguje Shaun Bythell w swoich zapiskach – prowadzonych przez rok notatkach na temat codziennego życia i pracy antykwariusza w erze cyfrowej.

Autor „Pamiętnika…” pochodzi ze Szkocji. Mieszka w Wigtown, zwanym także “Miastem Książek”, w którym odbywa się coroczny festiwal literatury. Wydarzenie to odbyło się po raz pierwszy w 1999 roku i urosło do rangi drugiego największego festiwalu książki w Szkocji. Shaun Bythell, jako właściciel największego w swoim kraju antykwariatu, bierze czynny udział w wydarzeniu, między innymi organizując spotkania autorskie z pisarzami.

Festiwal Książki w Wigtown trwa jedynie kilka dni. Jak wygląda miasteczko przez pozostałą część roku? Zamieszkuje je około tysiąc osób wiodących spokojne, uporządkowane życie. Mają swoje zwyczaje i dziwactwa, swoje codzienne rytuały. Poza pracą antykwariusza, Shaun Bythell pokazuje też, jak toczą się losy mieszkańców Wigtown. Przedstawia czytelnikom kilku klientów, którzy pojawiają się w księgarni regularnie, pracowników oraz przyjaciół. 

Relacje te nieraz prowokują autora do różnych uwag – często żartobliwych, w których uwidacznia się błyskotliwy humor i inteligencja antykwariusza. Czyni on także „niepotrzebnie sarkastyczne komentarze”, które dostarczają czytelnikowi dodatkowej rozrywki.

Shaun Bythell zwraca ponadto uwagę na problemy pojawiające się coraz częściej w branży księgarskiej. Najczęściej powodowane są one przez postęp technologiczny, w tym przez znienawidzone przez autora czytniki e-booków. Są one niczym koń trojański – z pozoru atrakcyjne, niosą śmierć tradycyjnych książek. Wygoda jest oczywista – kilka tysięcy powieści na urządzeniu lekkim jak piórko, mieszczącym się praktycznie wszędzie, dodatkowo z dostępem do internetu. Nic nie zastąpi jednak szelestu kartek, zapachu zarówno nowych, jak i starych egzemplarzy, a zwłaszcza notatek poprzednich czytelników.

Księgarnie i antykwariaty zawsze były dla mnie magicznymi miejscami, przejściami pomiędzy światami. Dopiero „Pamiętnik Księgarza” uświadomił mi jednak, jak dużego wsparcia klientów potrzebują te sklepy. 

„Baranek” – Christopher Moore

„Baranek” Christophera Moore’a jest jedną z książek, których zdecydowanie nie powinno się czytać w miejscach publicznych. Niestosowanie się do tego zalecenia skutkować może niezapowiedzianymi wybuchami śmiechu, które prowadzą z kolei do niekontrolowanego łzawienia, duszności, a nawet odgłosów, które rodzaj ludzki powinien zostawić w epoce kamienia łupanego. Mimo wszystko “Baranka” trzeba, powtarzam, TRZEBA, przeczytać.

Autor pochodzi z Ohio w Stanach Zjednoczonych, jednak od wieku 19 lat jest Kalifornijczykiem. To człowiek o rozległych zainteresowaniach i szerokim wachlarzu doświadczeń. Pracował w wielu zawodach, co chętnie wykorzystuje podczas pisania powieści.

„Baranek”, zwany również „Ewangelią wg Biffa”, opowiada dzieje Chrystusa. Nie skupia się jednak na życiu dorosłym, ale na tym, jak Mesjasz stał się takim, jakim go znamy. Poznajemy Jego dzieciństwo i młodość z najbardziej wiarygodnego źródła – najlepszego przyjaciela Jezusa, Biffa, którego Anioł Razjel wskrzesza, by napisał kolejną ewangelię. Powieść pokazuje, że Syn Boży nie zawsze czuł się stworzony do wyższych celów. Jak każdy z nas przeżywał rozterki i radził sobie z przeróżnymi problemami, dzięki czemu stał się bardziej ludzki, taki jak my – czy to nie najlepszy wzór bohatera?

Jak wszystkie powieści Christophera Moore’a, „Baranek” napisany jest z wybitnym poczuciem humoru. Dowcip jest ostry, inteligentny. Po jednorazowym przeczytaniu prawdopodobnie nie wychwycimy wszystkich „smaczków”, dlatego polecam zajrzeć do powieści ponownie po jakimś czasie.

Choć temat powieści może być dość kontrowersyjny, jest to książka warta przeczytania. Otwiera oczy na wiele spraw, takich jak podejście do wpajanych od dziecka ideałów i ich przemianom pod wpływem wieku i doświadczenia. Widzimy też przykład niesamowitej przyjaźni, chłopców, którzy razem dorastają i stają się mężczyznami, którzy trwają przy sobie mimo tego,że ich drogi powoli się rozchodzą. Choć chwilami towarzysze skrajnie się od siebie różnią, nie da się ukryć, że wzajemnie się uzupełniają.

Pogratulować należy tłumaczowi, który świetnie poradził sobie ze swoim zadaniem. Piotr Cholewa doskonale przełożył na polski wszelkie żarty, zachowując ich oryginalny sens i równocześnie nie odbierając go w naszym języku.

„Baranek” Christophera Moore’a jest według mnie książką, którą warto przeczytać – zarazem bawi i uczy. Ma jednak jedną poważną wadę – zdecydowanie zbyt szybko się kończy.

„Król Kruków” – Maggie Stiefvater

Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki. Za długo. W końcu pod ostrzałem entuzjastycznych nalegań przyjaciółki wypożyczyłam ją. I zaczęłam czytać. Okazało się, że „Król Kruków” budzi wiele przemyśleń, w tym „DLACZEGO DOPIERO TERAZ?!”. Ale do rzeczy.

„Król Kruków” wyszedł spod pióra Maggie Stiefvater 18 września 2012 roku, w Polsce wydany został 19 czerwca 2013. Jest to powieść fantastyczna, której akcja toczy się współcześnie w małym miasteczku w Zachodniej Wirginii o nazwie Henrietta.

Blue jest córką wróżki, mieszka w domu wypełnionym po brzegi kobietami widzącymi przyszłość i angażującymi się w kontakty ze zmarłymi. Choć sama nie jest wróżką, silnie wpływa na ich zdolności – jest to potężna, choć niedoceniana moc. W tym samym miasteczku znajduje się Aglionby, szkoła dla chłopców, której uczniowie są aroganckimi, samolubnymi dziećmi bogaczy. Uczęszcza do niej jednak troje chłopców, którzy zajmują się innymi rzeczami niż ich rówieśnicy – Gansey, Ronan i Adam poświęcili się poszukiwaniu linii mocy oraz legendarnego króla Glendowera. Losy czworga nastolatków splatają się, dając początek przygodzie ich życia.

Z sięganiem po powieści fantasy wiąże się niebezpieczeństwo, że tematyka okaże się żywcem ściągnięta z innej, podobnej książki. „Król Kruków” jest jednak wyjątkowy – nie przypominam sobie książki, która łączyłaby w sobie magię z rzeczywistością w podobny sposób lub której akcja realizowałaby się w takich miejscach. Tematyka jest niezaprzeczalnie unikalna.

Ponadto nie można pominąć poruszanych problemów. Blue odkrywa rodzinne sekrety, poznaje przyjaciół, których nie do końca akceptuje jej matka… Ma też pewne problemy sercowe. Oczywiście żaden zwykły śmiertelnik nie wczuje się w pełni w sytuację bohaterki o magicznej naturze, ale kto wie, może odnajdzie dla siebie choć małą radę?

Czytając różne książki, zwracam uwagę na tłumaczenie i bywa, że nie jestem co do niego całkowicie przekonana. Tutaj jednak tłumacz spisał się na medal – nie zauważyłam żadnych nieścisłości czy niedociągnięć.

„Król Kruków” nie jest zwykłą książką. To książka-układanka, w której po kolei rozpoczynają się różne, pozornie niepasujące do siebie wątki, splatają się ze sobą na chwilę, by znów się rozejść i na końcu stworzyć jedną logiczną całość. Powieść czyta się jednym tchem, w każdej chwili wydartej siłą z pośpiechu dnia codziennego. Mam do niej tylko jedno, acz poważne zastrzeżenie – czytając w autobusie, bardzo łatwo można przegapić swój przystanek…

„Obsydian” – Jennifer L. Armentrout

Będę tu siedział dzień i noc. Rozbiję obóz na twoim ganku. I nie odejdę. Mamy cały tydzień, Kotek. Albo załatwimy to jutro i będziesz mieć mnie z głowy, albo będę tu, dopóki się nie zgodzisz. Nie uda ci się opuścić domu.

Myślałam, że wybór książki do pierwszej recenzji będzie trudnym zadaniem. Chciałam, żeby ten wpis był wyjątkowy. Szczerze mówiąc, zupełnie nie miałam problemu z wyborem odpowiedniej książki. Dlaczego? Dlatego, że jedna jest wyjątkowo ważna nie tylko dla mnie, ale i dla mojego bloga.

Jennifer L. Armentrout pochodzi z Zachodniej Wirginii, gdzie też toczy się akcja książki. Jest to romans paranormalny zatytułowany „Obsydian”. Opowiada on o zwyczajnej dziewczynie, Katy, która w wolnym czasie zamyka się w świecie przygód i fikcyjnych bohaterów, by potem opisać swoje przeżycia na blogu (oto właśnie powód, dla którego wybór padł na tę książkę). Kiedy wraz z mamą przeprowadza się do miasteczka położonego u stóp góry Seneca Rocks, spodziewa się nudy i zmian jedynie na gorsze. Wtedy jednak poznaje chłopaka z naprzeciwka – Daemona – i odkrywa, że o nudzie nie można mówić… Głównie dlatego, że nowy znajomy jest arogancki i wybitnie nieprzyjemny. Pewnego dnia Daemon ratuje życie Katy, okazując się zupełnie inną osobą, niż mogłoby się wydawać – pod każdym względem. Wydarzenie to pozostawiło po sobie znak, który zmusza ich do trzymania się razem – przynajmniej przez pewien czas.

Czytając „Obsydian”, zwróciłam uwagę na lekkość pióra autorki. Książkę tę czyta się lekko, przyjemnie i szybko… Możliwe nawet, że zbyt szybko. Jednak podbiła ona moje serce w inny sposób. Narratorem jest główna bohaterka, Katy. Sprawia to, że opisy nie skupiają się na otoczeniu, ale raczej na jej subiektywnych odczuciach. W ten sposób wszystkie sceny z udziałem Daemona stają się bardziej emocjonujące. Wszystkie sprzeczki, których jest mnóstwo, oraz sceny romantyczne stawiają nas na miejscu dziewczyny, której życie zostało nagle wywrócone do góry nogami.

„Obsydian” czyta się z zapartym tchem, a kończy z doszczętnie obgryzionymi paznokciami. To jedna z książek, po przeczytaniu których w panice szuka się ciągu dalszego, by zapełnić pustkę w sercu. Na szczęście autorka nie pozostawia czytelników w tym stanie – „Obsydian” jest zaledwie początkiem serii „Lux”. Dla miłośników Daemona przygotowała także powieść przedstawiającą akcję pierwszej części z perspektywy chłopaka.

Jeśli szukacie nowej Ulubionej Książki, jak najszybciej zabierzcie się za „Obsydian”, a gwarantuję, że się nie zawiedziecie.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij